W sprawie duszenia popytu
poniedziałek, Marzec 2nd, 2009Pan prezydent Lech Kaczyński wypowiedział się ostatnio na temat kryzysu gospodarczego. Powiedział: „Minister Rostowski uważa, że oszczędności są najlepszym sposobem na kryzys. Chce dusić popyt. Uderza w elementarne instytucje państwowe, takie jak policja czy wojsko. Polska nie może sobie na to pozwolić”. W ten sposób w niepowtarzalnym stylu miesza prawdę z fikcją.
Co my, normalni ludzie, robimy, gdy przychodzi kryzys gospodarczy? Wobec zagrożenia utratą pracy i widmem podwyżek w sklepach staramy się skupić na dwóch rzeczach: utrzymaniu dotychczasowych dochodów i zmniejszaniu wydatków, czyli oszczędzaniu. Część ekonomistów uważa, że w szerszej skali można zastosować logikę odwrotną – zwalczać kryzys przez zwiększanie wydatków. Z czego wynika tak dziwny pogląd? Otóż uważają oni, że popyt w gospodarce sam, z niezależnych od niczego przyczyn, spada – mówiąc prościej, ludzie z niewiadomych przyczyn zaczynają oszczędzać. Kłóci się to z codziennym doświadczeniem. Pieniędzy zawsze każdemu jest mało. Jeśli je składa, a nie wydaje od razu, to dlatego, że chce zaoszczędzić większą sumę, aby kupić coś droższego.
Co więcej, „pobudzanie popytu” jest działaniem przeciwko ludziom oszczędzającym na wypadek przyszłych problemów z dochodami. Dlatego, że pieniądze, które mają posłużyć do pobudzenia popytu przez generowanie wydatków budżetowych, pochodzą z deficytu budżetowego – długu, jaki polskie państwo zaciąga w imieniu każdego z nas. Wszystko to, co teraz pożyczamy, będziemy z pewnością musieli kiedyś zwrócić. Obyśmy mieli z czego, gdy podwyżki i grupowe zwolnienia opróżnią nasze kieszenie.
Inna sprawa, że również my jesteśmy często wierzycielami. 10 lat temu została wprowadzona reforma emerytalna. Wierzymy, że fundusze dobrze gospodarują naszymi pieniędzmi. Ale ich możliwości w tym względzie są ograniczone ustawą, a jednym z preferowanych sposobów inwestowania jest wykupywanie długu publicznego. A zatem dług ten zaciągamy u samych siebie. Jeśli pominąć pośredników i ich czerpane z tej działalności zyski, rząd polski skłania nas po prostu, abyśmy jako przyszli emeryci zabrali zaoszczędzone na emeryturę pieniądze z konta i zużyli je na bieżące potrzeby. I to ma być recepta na kryzys? Panie prezydencie, niech pan nie robi po raz kolejny sobie i Polsce wstydu.
Inną sprawą jest, na co możemy, a na co nie możemy sobie pozwolić. Wojsko i policja to najważniejsze z wydatków państwowych i skandalem jest, że rząd musi się uciekać do oszczędności w tych działach. Jest o wiele więcej wydatków związanych z istnieniem licznych agencji czy fundacji, których działalność nie jest dla funkcjonowania państwa niezbędna. Czemu nie zajęto się nimi?
Karol Korczak
