Spekulanci vs. złotówka
poniedziałek, Marzec 2nd, 2009Od kiedy złoty poleciał w dół wszyscy od przedsiębiorców, którzy na tym stracili, aż po rząd próbuje znaleźć dobrego kozła ofiarnego, na którego można zrzucić winę za fatalny stan naszej waluty.
Jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, padło na Złych Spekulantów. Nie mają oni lekkiego życia, bo kończą jako kozły ofiarne niezależnie od tego, czy ceny idą w górę czy w dół.
Zawsze znajdzie się ktoś, kto na tych ruchach traci i zawsze znajdzie się spekulant, który na tym zarobi, stąd bierze się odruch wskazania palcem na takiego delikwenta, który ma czelność zarabiać kiedy inni cierpią nędzę i okrzyknięcia, że to wszystko jego wina.
Jednak jeśli to rzeczywiście sprawka spekulantów, powstaje pytanie, czemu zdecydowali się dokonać swych niecnych czynów właśnie teraz? Czemu nie zrobili miazgi z naszej waluty wcześniej?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, najpierw musimy zrozumieć czym tak naprawdę zajmuje się spekulant. Otóż jest to taka osoba, która próbuje odgadnąć przyszłe zmiany w popycie i podaży na dany towar, i zarobić na nich podejmując wcześniej odpowiednie kroki.
Jeśli spekulant spodziewa się, że cena wzrośnie, kupuje towar teraz, by sprzedać go później. Jeśli spodziewa się, że cena spadnie, pożycza go od kogoś, sprzedaje teraz by odkupić go później pożyczającemu po niższej cenie, a samemu zainkasować różnicę.
Jeśli jednak spekulant się pomyli w swoich przewidywaniach, a cena pójdzie w przeciwną stronę niż się spodziewał, to straci swoje ciężko zarobione pieniądze.
Tak też by się stało gdyby ktoś próbował swoimi zagraniami wywołać wzrost lub spadek ceny.
Załóżmy, że jakiś zły spekulant chciałby doprowadzić do ruiny rafinerie w naszym kraju i zagrałby na spadek ceny paliwa.
W tym celu pożyczyłby obecne rezerwy paliw i sprzedał je dziś. Ta operacja w nawet doprowadziłaby do chwilewgo spadku ich ceny, ale jeśli ludzie nie ograniczyliby, dajmy na to, jazdy samochodem (a po cóż mieliby to robić skoro paliwo potaniało), to ceny zaczęłyby wracać do poprzedniego poziomu, a właściciele rezerw domagaliby się ich zwrotu od naszego spekulanta.
Ten byłby w niewesołej sytuacji, bo odkupując sprzedane wcześniej rezerwy doprowadziłby do wzrostu cen, do poziomu wyższego niż ten, który obowiązywał przed wprowadzeniem w życie swego niecnego planu.
Dlatego wszystkie opowieści o złych wyzyskiwaczach z zachodu, którzy osłabiają naszą walutę należy włożyć między bajki. Za spadkiem kursu niestety stoją obiektywne przesłanki, a wszelkie rządowe interwencje mogą tylko sprawę pogorszyć, ale o tym innym razem.
